Custom Text
Kultura recenzje

[RECENZJA] „Ach, śpij kochanie”, czyli wiele pytań – mało odpowiedzi

(fot. youtube)
[RECENZJA] „Ach, śpij kochanie”, czyli wiele pytań – mało odpowiedzi
Jakub Strzelka
REAKCJE

O Pięknym Władku dowiedziałem się po obejrzeniu pierwszego trailera najnowszej produkcji Krzysztofa Langa „Ach, śpij kochanie”. Srogo żałuję, że wówczas nie zasięgnąłem języka i nie dowiedziałem się, kim był słynny krakowski morderca i jakie miał motywy swojego działania. Można zatem powiedzieć, że na film poszedłem nieprzygotowany. Liczyłem, że właśnie seans wszystko mi wyjaśni. Koniec końców z kina wyszedłem z mętlikiem w głowie 

„Ach, śpij kochanie” to kolejny film w dorobku Krzysztofa Langa. Reżyser ma na swoim koncie wiele produkcji, ale żadna nigdy się nie wyróżniała. Inaczej miało być z jego najnowszym dziełem, którego premiera miała miejsce 20 października. Trailery „Ach, śpij kochanie” zapowiadały film ciekawy, trzymający w napięciu oraz z wciągającą fabułą. Ostatecznie fabuła wciąga widza, ale w swoje zagmatwanie. Człowiek z kina wychodzi z przeświadczeniem, że reżyser miał w zamyśle stworzyć film wielowątkowy, który będzie stopniowo odsłaniał swoje tajemnice widzowi, ale na koniec zapomniał wszystkich tych wątków połączyć. Nawet podstawowych. W efekcie po obejrzeniu rodzi się wiele pytań i nie na wszystkie jest odpowiedź. Co gorsza, samemu można domniemywać pewne rzeczy, a chyba nie o to Krzysztofowi Langowi chodziło.

Zacznijmy jednak od początku. Fabuła opowiada o historii jednego z największych przestępców Polski Ludowej – Władysławie Mazurkiewiczu (Andrzej Chyra), czyli o tzw. Pięknym Władku. Mazurkiewicz w ciągu kilkunastu lat zabił 36 osób, z czego udowodniono mu tylko sześć morderstw. Zbrodnie popełniał z pobudek materialnych. Tylko niestety widz nie dowiaduje się tego z filmu, a z internetu. Co prawda, widzimy jak Piękny Władek morduje ludzi. Mamy już to pokazane w pierwszej scenie, po której liczymy, że dowiemy się, co kieruje nim przy popełnianiu morderstw. Niestety, tego film nam nie wyjaśnia, a trup ściele się dalej. To podstawowa zagadka, która nurtuje widza tuż po seansie. Oczywiście, nie jedyna – nasuwa się ich jeszcze parę.

Zagadkowa jest postać prokuratora Waśki, w którego rolę się wciela Andrzej Grabowski. Widać tutaj pewną niekonsekwencję w jego czynach oraz, tak mi się wydaje, myślach. Po znalezieniu pierwszych dowodów obciążających Pięknego Władka (czyli po prostu jego ofiar), Waśko jest przekonany, że można mu już założyć stryczek na szyję. Kilka scen dalej zapewnia, że Mazurkiewicz jest niewinny, a ostatecznie i tak widzimy go w scenie egzekucji mordercy. Wobec tego rodzą się pytania: „Cóż to za niekonsekwencja? Czy Waśkę łączyło coś z Pięknym Władkiem? Jeśli tak, to co?” Odpowiedzi na te zagadki widz oczywiście nie dostaje. Wydawać by się mogło, że Waśko z Mazurkiewiczem są spowinowaceni. Żeby było śmiesznie, z duetu robi się triumwirat, bo do tego wszystkiego dochodzi Major Olszowy (Bogusław Linda), który chyba jest najbardziej zagadkową postacią z całego filmu. Niby wspiera w działaniach milicjanta Karskiego (Tomasz Schuchardt) zajmującego się sprawą Pięknego Władka, ale ostatecznie widz ma nieodparte wrażenie, że z całego serca zależy mu, żeby mordercy włos z głowy nie spadł. Ostatecznie wrażenie to mija, kiedy Olszowy torturuje Mazurkiewicza. Dodatkowo pojawia się dość nieudolny wątek miłosny, w którym Karskiemu i Olszowemu chodzi o jedną i tą samą kobietę. Ta z kolei również odgrywa pewną rolę w całej tej układance, ale oczywiście widz sam do końca nie wie jaką. Cała ta seria nieporozumień okraszona jest nie mniej niezrozumiałymi dialogami.

W filmie rzecz jasna jest wiele negatywów, które zakłócają odbiór całej produkcji i nasuwają wiele interpretacji. Krzysztofowi Langowi nie można jednak odmówić tego, że całość jest bardzo dobrze sfilmowana. Gdyby wszystkie wątki łączyły się w logiczną całość, wówczas sądzę, że mielibyśmy do czynienia z bardzo dobrym polskim filmem. Jeśli miałbym do czegoś porównać produkcję Langa, to na pewno do młodej ekranizacji historii Zdzisława Marchwickiego, czyli filmu „Jestem mordercą”, gdzie również widz ma wrażenie jakby obejrzał coś niekompletnego. W związku z tym ciężko wystawić „Ach, śpij kochanie” pozytywną ocenę.

6

 

 

 

 

 

Recenzja powstała we współpracy z siecią kin Cinema City

LOGO CINEMA

REKLAMA
Kultura recenzje
Jakub Strzelka
@JStrzelka

Dziennikarz, publicysta i czujny obserwator czerpiący z ikon polskiego felietonu, by jak najtrafniej opisywać toruńskie piekiełko.

Więcej w dziale Kultura recenzje

1

[RECENZJA] „Prawdziwa historia” – twórcza niemoc oczami Polańskiego

Katarzyna Grochowalska13 maja 2018
"Avengers: Wojna bez granic" (fot. Youtube)

[RECENZJA] „Avengers: Wojna bez granic” – czy to jeszcze kino rozrywkowe?

Konrad Marzec30 kwietnia 2018
"Pitbull. Ostatni pies" (fot. Youtube)

[RECENZJA] „Pitbull. Ostatni Pies” – przejęcie władzy

Konrad Marzec19 marca 2018
Processed with VSCO with  preset

[RECENZJA] „Jestem Najlepsza. Ja, Tonya” – niezwykła historia znienawidzonej mistrzyni

Katarzyna Grochowalska11 marca 2018
Za nami 90. gala rozdania Oscarów (fot. wikipedia)

90 gala Oscarów za nami. „Kształt wody” triumfuje, dwie spore niespodzianki

Konrad Marzec5 marca 2018
Czwarta Władza (fot. youtube)

[RECENZJA] „Czwarta władza” – z życia dziennikarzy

Konrad Marzec28 lutego 2018
1

[RECENZJA] Więzień labiryntu – Lek na… nudę

Mateusz Bąk22 lutego 2018
maxresdefault (2)

Podatek, za który warto zapłacić (Recenzja)

Aleksy Kiełbasa31 stycznia 2018
Gotowi na wszystko. Exterminator (fot. materiały prasowe Cinema City)

[RECENZJA] „Gotowi na wszystko. Exterminator” – it’s time to laugh!

Konrad Marzec26 stycznia 2018